Piotr Czerski

→ en

Jeżeli chodzi o Polskę to przede wszystkim należy sobie wyraźnie powiedzieć, że Polski nie ma.

Tak radykalnie sformułowana teza budzi oczywiście odruchowy opór zgodny ze znanym schematem: najpierw zaprzeczenie („banalne bluźnierstwo, tani żart”), później gniew i targowanie się („to i owo nie działa być może jak powinno, ale nie na darmo stryj męża cioci Wiesi krew na wojnie przelewał”); wreszcie, o ile tylko organizm przetrzyma pierwszy szok, depresja i akceptacja („od dawna tak czułem, taka prawda”).

Oto olśnienie: nie ma. I jakby udało się wreszcie przyłapać na zimnym uczynku czarną materię —  znikają wszystkie spiętrzone dotąd współczynniki w równaniach, pozornie chaotyczna mechanika sfer okazuje się starym dobrym ruchem jednostajnie przyspieszonym ku urwisku, a zjawiska, których koegzystencja wydawała się zakorzeniona w nieprzeniknionej metafizyce, stają się oczywiste jak złotówka z miedzioniklu.

Nagle jasnym staje się, że dowody istnienia były zaskakująco nieliczne i zawsze drugorzędne:  reprezentacja piłkarska, festiwal w Opolu, koleje państwowe, Order Orła Białego… Słowa, słowa, słowa; miarą istnienia organizmu jest tymczasem zdolność do skutecznej projekcji siebie w przyszłość — i ta zasada dotyczy w równym stopniu ameby i państwa. Przy czym o ile przeciętna ameba zdolność taką posiada i realizuje, o tyle Polska niezbyt, i to co najmniej od 250 lat, a więc od kiedy naszym głównym zajęciem stało się cykliczne odzyskiwanie niepodległości.

Co jest horyzontem zdarzeń dla narodu, dla którego przetrwanie („jeszcze nie zginęła”) jest głównym powodem do dumy i jedynym konkretnym zadaniem na przyszłość? Jakie cele może sobie stawiać naród, którego na równi warunkiem dostatecznym i ostatecznym marzeniem jest niepodległość — oznaczająca w praktyce, że nikt nie będzie nam mówił, co mamy robić, więc będziemy robić cokolwiek tylko przyjdzie nam do łbów?

Reaktywność, oto najważniejsza z naszych cech: cokolwiek robimy naprawdę — robimy to tylko w odpowiedzi. Polska dzieje się w powstającej cyklicznie próżni fazy rozkurczowej wielkich procesów historycznych; w przestrzeni snów i słów, rozszalałych i nie powiązanych nawet luźno z rzeczywistością. Cuda nad Wisłą, ciosy w plecy, krucjaty, okupacje, karnawały; odezwy, przemówienia, manifesty, deklaracje — oto, z czego zbudowana jest Polska; i kiedy zrozumie się to — jasnym stanie się też dlaczego dziś, pośród deklarowanych wciąż zamachów stanu, masowych protestów, rewolucji i kontrrewolucji, życie nad Wisłą toczy się w zwykłym niespiesznym rytmie pór roku, przymrozków i roztopów, siewów i zbiorów; chrzcin, komunii, wesel, grillów; i pogrzebów, kiedy przyjdzie czas; zwykłych spraw, drobnych spraw, codziennych spraw.

Poręczność bon motu ministra Sienkiewicza, z entuzjazmem podchwyconego od prawa do lewa, jest więc złudna: działa jako wytrych, ale nie jest kluczem. Państwo polskie istnieje bowiem właśnie w rachitycznej praktyce, natomiast nie istnieje teoretycznie: jako spójny system pojęciowy pozwalający na skonstruowanie obrazu siebie w otaczającej rzeczywistości i dokonywanie na niej celowych operacji. Mamy procedury, mamy urzędy, mamy ministerstwa, nie mamy natomiast pomysłu po co właściwie to wszystko.

Jest przecież i dobra wiadomość: (dalszy ciąg notatki nieczytelny)

21.05.2017, 08:09